O MNIE

Cześć! Jestem Viola i od ponad 8 lat, razem ze wspierającymi blog ekspertami, dzielę się wiedzą, opinią i inspiracjami kulinarnymi. Czytając nasze wpisy poznasz podstawowe i zaawansowane informacje z zakresu zdrowego odżywiania. Znajdziesz tutaj teksty merytoryczne, przepisy kulinarne, recenzje produktów, restauracji i książek, a także trochę motywacji i moich przemyśleń o życiu. Rozgość się - ten blog powstał dla Ciebie!

SOCIAL MEDIA

EKSPERCKI BLOG DLA WYJĄTKOWO DOCIEKLIWYCH
Nie na temat #14 – Zrób coś dla mnie i zadbaj o siebie!

Nie na temat #14 – Zrób coś dla mnie i zadbaj o siebie!

Dawno nie pisałam niczego z serca. Trochę nie miałam czasu. Trochę nie miałam weny. Trochę nie chciałam się uzewnętrzniać, bo sama byłam w procesie zmiany myślenia. W 2019 roku bardzo skupiłam się na tej merytorycznej stronie bloga i darmowych dietach (znajdziesz je TUTAJ) zapominając o moich tekstach prosto z serca i pojedynczych przepisach. Myślę, że dla części z Was cykl #NieNaTemat to taka zapchajdziura, ale są też pewnie tacy, którzy tęsknili i właśnie dla Was wracam! Przedwczoraj dostałam na Instagramie wiadomość od jednej z Was, że jestem nie tylko dietetykiem, ale też kimś kto inspiruje do zmian i dbania o swoją psychikę. To niesamowicie mobilizujące!

Siedzę przed klawiaturą pełna ekscytacji, że gdzieś tam we mnie w środku wykiełkował zalążek tematu, którym się chcę z Wami podzielić jeszcze dzisiaj. W czasie, w którym ludzie dostają przysłowiowego pierdolca i chcą zmieniać wszystko na raz o 180 stopni. W czasie kiedy ludzie biorą sobie często za dużo na głowę, a potem katują się poczuciem winy za to, że nie udało im się tego wszystkiego zrobić. Ten tekst powstał też pod wpływem tego co obserwowałam u wielu osób przed Świętami. W grudniu ludzie (zwłaszcza kobiety) dosłownie zarzynają się ilością obowiązków, aby wszystko było perfekcyjne i zyskało aprobatę innych. Czasem kosztem własnych nerwów, zdrowej dawki snu, bezsensownie wydawanych pieniędzy i utraconej radości. Tematem dzisiejszego artykuły będzie zatem dbanie o siebie. Prawdziwe dbanie o siebie.

https://www.instagram.com/p/BsEA6mGlUbn/

Zadbana kobieta

Nie wiem jak Wy, ale ja wzrastałam w środowisku, w którym zadbana kobieta to taka, która po prostu dobrze wygląda. Nic więcej i nic mniej. Zadbana kobieta to atrakcyjna kobieta. Ma fajną figurę, zawsze zrobione włosy, staranny makijaż, pomalowane paznokcie i dobrze dobrane ciuchy. No i super. To jest oczywiście bardzo fajne, kiedy kobieta tak wygląda, ale to jest czubek góry lodowej dbania o siebie według mojej definicji. To jest mała kropka nad dużym „i”. A to duże „i” to wszystko to czym nie imponuje się innym od razu, pokazując swoje zdjęcie z wakacji albo odwiedzając rodzinę po długim czasie. To co potocznie najczęściej określamy jako „dbanie o siebie”, to tylko opakowanie tego, co jest w środku i co powinno być najważniejsze: głębokie poczucie spełnienia, szczęście, zdrowie fizyczne i psychiczne. Dobrostan fizyczny, emocjonalny i duchowy. Życie w zgodzie ze swoimi wartościami.

https://www.instagram.com/p/BxQSMnsAp3q/
Mam świadomość tego, że te zdjęcie jest świetne, ale to zdjęcie to tylko zdjęcie. Na nim nie widać jak się wtedy czułam, czy miałam problemy, czy akceptowałam siebie.

Wizerunek w oczach innych i akceptacja

Niemal każda kobieta wie, że dobrym makijażem można przykryć praktycznie wszystko. Brak wiary w siebie, nieprzespaną noc, stres, permanentne zmęczenie, zmiany hormonalne i liczne niedobory. Kryjący podkład na niedoskonałości, korektor na cienie pod oczami, róż, aby wyglądać na zdrowo zarumienioną i szminka w żywym kolorze, aby sprawiać wrażenie pewnej siebie. Żel na paznokciach zakryje ich słabą kondycję. A spray nadający włosom połysk ukryje mankamenty diety. Można? Można! W dzisiejszych czasach można wszystko. Kwestia zdeterminowania i budżetu. Czy to źle? Nie mogę tak powiedzieć, bo nie jestem święta. Sama przez długie lata dbanie o wygląd ograniczałam do tego, aby stwarzać pozory. Długo byłam też obrażona na swój parszywy los: trądzik i fatalną kondycję mojej skóry. Taaaa… Dzisiaj serio jest mi wstyd, że dopiero od kilku miesięcy mogę powiedzieć, że naprawdę dbam o swoją skórę, a nie tylko o to jak ją widzą inni. Zmieniłam paradygmat z „walczę z niedoskonałościami” na „dbam o siebie”. Dzisiaj ważniejsze jest to jak się czuję bez maski zwanej makijażem, którą odgradzam się od reszty świata, tylko bez niej. Kiedyś byłam w stanie wydać sporo pieniędzy na stosunkowo drogi podkład, który kryje tak dobrze, że ukryje nawet brak pewności siebie, ale dobry krem za 100 zł wydawał mi się fanaberią. Dzisiaj jest zupełnie odwrotnie.

Nie mówię, że to źle, aby wyglądać lepiej niż po wstaniu z łóżka, po prostu stwierdzam fakty. W dzisiejszych czasach naprawdę niewiele osób docenia to, co całkowicie naturalne i to co jest prawdziwym dbaniem o siebie. Moja koleżanka usłyszała kiedyś od czytelniczki, że nie ma szacunku do czytelników, bo… nie umalowała się przed nagrywaniem stories. Ludzie kochają pozory. Ludzie uwielbiają inspirować się wyidealizowanymi osobami z internetu. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak wiele tych osób, które podziwiamy pod kopułą licznych sukcesów, zabiegów medycyny estetycznej, drogich marek i dalekich podróży skrywa problemy, smutki i frustracje. I uwierzcie mi. Każdy je ma, tylko nie każdy o tym mówi. Psychologia pozytywna czasami wchodzi za mocno i dlatego cieszę się, że są tacy ludzie jak Joanna Okuniewska, która nagrała podcast o tym, że życie nie jest idealne, popełniamy błędy i to jest jak najbardziej ok. Dlatego cieszę się, że kiedyś ktoś mądry do mnie powiedział, że korzystając z internetu porównujemy cudzą scenę ze swoim zapleczem. I to jest diabelnie prawdziwe.Nawet jak patrzę na swoje media społecznościowe to widzę w 95% sukcesy. Nie widać tam tego, że były dni, że nie miałam ochoty wstać z łóżka, umyć włosów, widzieć ludzi. Nie widać tam przepłakanych godzin, ani tego, że ktoś mnie dotkliwie oszukał, że straciłam ważną osobę albo popełniłam błąd. Nie chwalę się tym publicznie, ale możecie założyć, że to wszystko się dzieje i ludzie, którzy coś robią i osiągają mniejsze lub większe sukcesy nie są cyborgami. Nie porównuj się z tym. Lepiej porównać się z samą sobą sprzed roku. Moja kochana babcia, która uwielbia powiedzonka i mądre sentencje powiedziałaby „tam gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”, tylko że na dzisiejszym świecie jesteśmy bombardowani obrazami gotowych mebli. Te wszystkie wióry są poza kadrem. Ale są. Zawsze są. Pamiętaj o tym.

Takie piękne zdjęcia to zawsze wycinek tego co łączy ludzi. Na sesji zdjęciowej nie widać ile trzeba energii, aby się wzajemnie zrozumieć.

Idealne ciało a troska o zdrowie

Bycie zadbanym człowiekiem nie kończy się na twarzy, włosach i paznokciach. Zadbany w oczach innych człowiek ma także świetne ciało. Ładnie umięśnione, fit, jędrne i w dobrej formie. To po prostu widać – masz jak na dłoni, że człowiek o siebie dba. No tak, w większości przypadków tak jest i rzeczywiście taka sylwetka poparta jest dobrą dietą i dobrze wykonywanym treningiem, ale nie zawsze.

Widzisz po długim czasie koleżankę. Urodziła 3 miesiące temu. Dzisiaj wygląda jak modelka Victoria Secret. Komplementujesz, zachwalasz, mówisz „wow”! A potem ta sama koleżanka ląduje w szpitalu, bo okazuje się, że prawie nic nie je i ewidentnie ma niezbyt zdrową relację z jedzeniem. Widzisz kogoś kto dźwiga ciężary i ma super mięśnie. Mówisz „sztos!”, ale nie widzisz tego, że ten człowiek nie jest w stanie komfortowo zawiązać swoich butów i potrzebuje rehabilitacji. Widzisz super opaloną skórę u znajomej. Mówisz „wyglądasz bosko!”, ale nie widzisz tego, że ta opalenizna w przyszłości może być przyczyną nowotworu skóry. I żeby nie było, ja nie twierdzę, że każda osoba z atrakcyjnym ciałem robi coś źle, ale daję Ci sygnał do tego, aby nie oceniać książki po okładce. Bo wyglądanie na zadbaną osobę nie musi być jednoznaczne z tym, że ktoś rzeczywiście o siebie dba.

Znam takich ludzi, którzy wyglądają jak rzeźba Zeusa, a palą szlugi, piją na umór, testowali wszystkie narkotyki jakie przyszły im do głowy, a zamiast wody piją wyłącznie colę. Znam też takich, którzy wyglądają niepozornie, ale ćwiczą 3 razy w tygodniu, dobrze jedzą, mają czas na spacer, na sen, na dobre relacje i profilaktykę. I to jest w mojej definicji zadbany człowiek: ktoś kto nie stawia życia na ostrzu noża, aby tylko sprawiać dobre wrażenie. Dla mnie człowiek zadbany to ktoś kto potrafi złapać w życiu zdrowy balans i szanuje swoje potrzeby, ograniczenia swojego ciała i nie tylko. Takiego dbania o siebie Wam (i samej sobie) życzę w nadchodzącym roku. Przestańmy patrzeć na atrakcyjne ciała (zwłaszcza z internetu) jak na wyznacznik tego, czy ktoś jest mądry, zdrowy i szczęśliwy. Nie widzimy bowiem tego co jest pod spodem tej góry lodowej. Łatwiej nam patrzeć na efekt niż na cenę tego efektu i drogę jaką trzeba było przejść, aby mieć to, co się ma.

https://www.instagram.com/p/B1js05EIcRB/

Ostatnio zadzwoniła do mnie pewna osoba i z taką ponadprzeciętną dawką ekscytacji zaczęła opowiadać o swojej znajomej, która w 3 miesiące z rozmiaru XXL stała się zgrabną M-ką. Słucham tego wywodu, że schudła ponad 20 kilogramów w tak krótkim czasie, że wygląda na 10 lat młodszą. No cud miód i maliny. Zagryzam zęby… i przypominam sobie wszystko co wiem na temat zdrowej redukcji tkanki tłuszczowej. Próbuję tłumaczyć, że to co widać może jest ekscytujące i wygląda super, ale cena za ten wygląd może być wysoka. Bardzo wysoka. Nie zapominajmy o tym.

Dbanie o zdrowie to coś więcej niż wyszukiwanie nowych diet cud i suplementów diety, które mają być lekiem na całe zło. Racjonalne odżywianie i regularna aktywność fizyczna to po prostu inwestycja w przyszłość. Nie jestem w stanie zrozumieć tego, że ludzie przechodzą na dietę tylko po to, aby wyglądać tak, a nie inaczej i zrobić sobie pośladki. Nie jestem w stanie zrozumieć, że to jedyna motywacja do zmian. W zdrowiu publicznym istnieje coś takiego jak pola zdrowia Lolanda, w których pokazuje się jaka część naszego zdrowia zależy od poszczególnych składowych. Okazuje się, że aż 53% naszego zdrowia, to nasze codzienne wybory. To czy wybieramy mięso smażone w panierce czy duszone. To czy jemy 5 porcji warzyw i owoców czy 5 porcji słodyczy. To czy pijemy wodę oraz zieloną herbatę czy napoje gazowane. To czy wybieramy wygodne wożenie tyłka samochodem czy wsiadamy na rower albo maszerujemy piechotą. Lubimy zrzucać winę na służbę zdrowia, geny, zanieczyszczenia środowiska i nieco gorszą jakość żywności. Lubimy ściągać ze swoich barków brzemię odpowiedzialności, ale nie oszukujmy się. Naprawdę dużo od nas zależy i znajdźmy w tych słowach motywację do tego, aby dokonać trwałych zmian i zbudować raz na zawsze dobre nawyki podczas zakupów, jedzenia na mieście i w codziennym przygotowywaniu posiłków. To się nie zmieni w tydzień. To się nie zmieni nagle. To powinien być proces drobnych zmian na lepsze, które chcesz pielęgnować w swoim stylu życia już zawsze. Taka zmiana ma największe znaczenie, a nie to, że zrobić zryw 2-tygodniowej diety sokowej albo odkwaszania zupą z kapusty.

dbaj o siebie
Dla mnie językiem miłości jest także dbanie o siebie. O swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Dla tego faceta chcę być długo zdrowa i sprawna. Dla tego faceta poszłam poukładać sobie w głowie kilka rzeczy u terapeutki. Dbanie o siebie jest nie tylko dla siebie.

Wejdę Wam teraz na psychikę, ale kiedy słyszę, że ktoś wyznaje komuś miłość, a wcale nie dba o swoje zdrowie, to ja nie rozumiem… Wiem, że w imię miłości przyrzekamy sobie wierność i obecność w zdrowiu i chorobie, ale kiedy ktoś z własnej woli codziennie podejmuje kroki do tego, aby sobie tę chorobę wyindukować, to coś we mnie pęka. Miłość do słodyczy, coca-coli, karkówki i frytek nie powinna być większa niż chęć życia długo i w zdrowiu ze swoją rodziną. Absolutnie nie wyobrażam sobie życia z kimś kto igra z ogniem i narażałby mnie swoimi wyborami na statystycznie wyższe ryzyko samotnej starości. Dostałam też od Was kilka takich wiadomości, że wy się staracie zmieniać nawyki, a wasza druga połowa ma to w przysłowiowych 4 literach i dalej pielęgnuje swoją nadwagę, wysoki cholesterol i zadyszkę przy wchodzeniu na 1 piętro… Dbanie o siebie jest nie tylko dla siebie. Dbanie o siebie jest dla ludzi, których kochamy. Pamiętajmy o tym. Zwłaszcza teraz, po Świętach, kiedy życzyliśmy sobie zdrowia przy wigilijnym stole. Zwłaszcza teraz, kiedy budujemy postanowienia noworoczne i szukamy motywacji do tego, aby w nich wytrwać. Zdrowy styl życia to coś więcej niż talia osy i przypakowany mięsień pośladkowy wielki.

Jak się nosisz tak Cię widzą, a szkoda

Przyznaj się ile razy zdarzyło Ci się pomyśleć o dobrze ubranej osobie, że jej się powodzi. Albo zobaczyć kobietę w niebotycznie wysokich szpilkach i ewidentnie niewygodnej (ale pięknej!) sukience i powiedzieć, że ma klasę. Ile razy zdarzyło Ci się spotkać z sytuacją, że ktoś nie ubrał dwa razy tej samej sukienki, bo nie wypada? Serio znam ludzi, którzy potrafią wydać ogromne pieniądze na nowe ubrania byle by tylko zrobić na kimś piorunujące wrażenie i zostać gwiazdą imprezy. I z jednej strony ja to rozumiem, bo to czysta psychologia. Jedną z kluczowych potrzeb człowieka jest to, aby być akceptowanym przez środowisko, w którym funkcjonuje. To nam zostało z bardzo dawnych czasów. Wtedy wykluczenie z plemienia czy osady było równoznaczne z pewną śmiercią. Dzisiaj po prostu trzeba by było znaleźć sobie innych znajomych.

Zdaję też sobie sprawę z tego, że pokazując się w środowisku kobiet, które całą swoją energię i 70% kasy inwestują w modne ubrania, poprawianie natury i wizerunek, ciężko lubić siebie taką jaka się jest i ciężko się czuć akceptowanym. Tylko, że my sami decydujemy o tym z kim się zadajemy i jakimi wartościami pozwalamy się karmić. Wierzę w stwierdzenie, że jesteśmy wypadkową 5 osób, z którymi najczęściej rozmawiamy. Właśnie z tego powodu dbam o to, aby być najbliżej z osobami, które doceniają to, co mam w głowie i w sercu, a nie na dupie czy w policzkach.

https://www.instagram.com/p/ByQhgngopuJ/
Spodnie z lumpa – 12 zł. Mój tyłek wygląda w nich na rozmiar 40. I co z tego? Wygodne.

Cenię moją świadomość tego, jak wygląda przemysł modowy i ile zbędnych ubrań powstaje na świecie każdego dnia i jakie ma to wpływ na środowisko. Cenię sobie wygodę i komfort bardziej niż to jak długie wydają się moje nogi. Cenię ponadczasowe klasyki i ciuchy an tyle dobrej jakości, że będę je mogła nosić 10 lat. Cenię sobie to, aby nie być ocenianą po opakowaniu, tylko po poglądach i wnętrzu, więc inwestuję swój czas, energię i pieniądze w inne, ważniejsze dla mnie sprawy. Między innymi z tego powodu nie oglądam telewizji, nie czytam prasy kobiecej i selekcjonuję treści, które do mnie docierają. Jeśli coś nie jest zgodne z moimi wartościami, nie tracę na to czasu i nie chcę się tym inspirować.

I żeby nie było, jest sporo kobiet, które wyglądają przepięknie i uwielbiam z nimi rozmawiać i je obserwować w mediach społecznościowych, ale zdecydowanie z innego powodu. Mają po prostu coś do powiedzenia. Ich profile to nie tylko zgrabna pupa w nowych legginsach, ale też mądre słowa, ciekawe książki, wiedza i wartość. I żeby nie było, nie oceniam tego, że ktoś myśli inaczej. Macie do tego pełne prawo. Po prostu dbam o swoje wartości w taki sposób i nie pozwalam porwać się bezmyślnemu konsumpcjonizmowi i kultowi wiecznej młodości. Ja tam mogę być stara i pomarszczona, ale bardzo chcę pozostać sprawna fizycznie i intelektualnie!

https://www.instagram.com/p/B2cFYKAoFFC/

Dbanie o komfort psychiczny

Dbanie o siebie nie kończy się na tym, co widać. Dbanie o siebie to też zapewnienie sobie komfortu psychicznego. I to jest coś o czym powinien być cały ten tekst. Potraktujmy zatem rozprawę o opakowaniu jak przydługi wstęp i zajmijmy się tym co naprawdę ważne. Dla mnie dobrostan psychiczny to nowość. Serio.

Moja psychoterapuetka bardzo pomogła mi zrozumieć i zaakceptować to, że ja jestem ważna i moje potrzeby powinny być priorytetem. Tak wiem, wychodzę teraz na zapatrzoną w siebie egoistkę. Bo przecież od dziecka wmawiają nam, że egoizm jest zły. Tylko, że egoizm na dwie twarze. Można być zdrowym egoistą albo chorobliwym egoistą i o tej drobnej różnicy nikt nie zdążył wspomnieć. Myślenie o swoich potrzebach jako o jednym z priorytetów w swoim życiu rzadko spotyka się z aprobatą społeczną. Żyjemy w kraju katolickim, gdzie bycie uległym i pokornym jest traktowane jako największa wartość, a odmawianie komuś czasu albo przysługi przystoi tylko tym wstrętnym egoistom. Tymczasem wyznaczanie swoich granic i pielęgnowanie asertywności, to bardzo potrzebne sprawy w kontekście dbania o siebie i swój komfort psychiczny. Kiedy ludzie zaczynają wchodzić Ci na głowę i wymagać Twojej dyspozycyjności na już, trzeba mieć na uwadze swoje własne dobro.

Ile lat musiało upłynąć zanim nauczyłam się mówić „nie” bez poczucia winy. Kiedyś brałam na siebie zbyt dużo obowiązków, bo chciałam wszystkim pomagać. Kiedyś nie potrafiłam postawić się klientowi, który wymagał ode mnie zrobienia czegoś na wczoraj albo czegoś co nie do końca mi pasowało. Kiedyś nie potrafiłam powiedzieć koleżance, której gadanie mnie wycieńcza psychicznie, że nie dam rady już tego słuchać. Wszyscy wokół zadowoleni. A ja? Zmęczona. Sfrustrowana. Nieszczęśliwa. I zupełnie pogubiona. Bo dbając o to, aby każdy otaczający mnie człowiek był zadowolony, zapominałam o tym, by dbać o siebie. Że najpierw robię moje rzeczy, a dopiero później zajmuje się innymi. Że mam czas na to, aby odkryć swoje prawdziwe ja i odkopać je z tego całego gruzu złożonego z oczekiwań, tradycji narodowych, religii, która została mi narzucona z góry i innych naleciałości kulturowych.

Jeśli spełniasz cudze marzenia zamiast swoich chyba nigdy nie będziesz spełnionym człowiekiem i szczęśliwym człowiekiem. Kiedy poszłam do psychoterapeutki na pierwszą sesję rozpłakałam się i powiedziałam „ja już naprawdę nie wiem kim jestem i czego chcę, bo każdy wymaga ode mnie innej roli” i wtedy zadziały się czary, bo odnowiłam kontakt z prawdziwą sobą.

Ten rok był dla mnie przełomowy, bo nauczyłam się zrzucać ze swoich barków społeczne standardy. Stwierdziłam, że naprawdę mało mnie obchodzi to, że komuś się nie podoba fakt, że w wieku 29 lat wciąż nie mam prawa jazdy i nie dorobiłam się samochodu (wolę ekologiczną komunikację zbiorową i „oszczędzam” swój ślad węglowy na latanie samolotami, a nie wożenie tyłka autem, kiedy tego nie potrzebuję). Stwierdziłam, że mało mnie obchodzi fakt, że niektórym osobom nie podoba się to, że zamiast oszczędzać na (tu wpisz cokolwiek) wydaję prawie wszystko na podróże kilka razy w roku. Przecież jeden urlop by wystarczył! Stwierdziłam, że mało mnie obchodzi to, że ludzie uważają mnie za dziwną, bo moim priorytetem nie są teraz pieluchy i budowanie domu. Młodsza nie będę i z pewnością będę żałować i kto mi tę szklankę wody poda ;) Taaaa. Stwierdziłam też, że skoro zarówno mi jak i Piotrkowi odpowiada nasz styl życia, to nikt nie powinien wtykać nosa w nasze portfele, wystrój naszego mieszkania, nasze codzienne wybory, komunikację i przede wszystkim pod naszą kołdrę. I bardzo o te granice dbam i nie mam oporów, aby mówić ludziom wprost jakie mam zdanie, wartości i granice. Nie mówię „nie mamy w domu wody mineralnej, bo zapomnieliśmy kupić”. Mówię „nie mamy wody mineralnej w domu, bo pijemy wodę z kranu i nie kupujemy wody z plastiku z uwagi na nadprodukcję plastiku”. Nie chcę mi się już udawać i tłumaczyć ze swojego życia. Jestem na to za duża.

W jednej z najważniejszych książek jakie przeczytałam w swoim życiu, czyli „Insight” był taki fragment, w którym autor napisał, że ludzie to jedyny gatunek, który jest skłonny zrezygnować ze swoich potrzeb, żeby udowodnić coś innym. Przez to często zaburzamy równowagę w swoim życiu i pozbawiamy się tego co jest nam najbardziej potrzebne. Człowiek potrafi zrezygnować ze snu, aby więcej pracować. Człowiek potrafi zrezygnować z porannego posiłku na rzecz układania włosów albo prasowania koszuli. Człowiek potrafi zrezygnować z poczucia bezpieczeństwa i ryzykować życie, aby udowodnić komuś, że jest odważny. Ja nie chcę być człowiekiem, który nie dba o swoje potrzeby. Nie chce być człowiekiem, który marnuje życie na to, by się komuś podobać i komuś dogodzić.

Pozwalanie sobie na WSZYSTKIE emocje

Pod wpływem książek, które przeczytałam, psychoterapii i szkolenia IFS przekonałam się, że wszystkie emocje jakie się w nas kryją są dobre, nawet te „złe”. Złość, smutek, wstyd, odraza i frustracja są tak samo potrzebne jak radość, wzruszenie i duma. Jeśli nie wierzycie, obejrzyjcie sobie film animowany „W głowie się nie mieści”. Bajka ta została stworzona we współpracy z wybitnym specjalistą od emocji Paulem Eckmanem. To genialna lekcja dla dzieci i dorosłych o tym, jak ważne jest to, aby nie blokować żadnych emocji ani w sobie ani tym bardziej u rozwijającego się dziecka. To jest diabelnie popularne i często słyszymy „nie płacz, przecież nic się nie stało”, „co taki smutny jesteś, uśmiechnij się”, „złość piękności szkodzi”, „nie gniewaj się, nie masz o co”. W ten właśnie sposób pielęgnujemy w sobie przeświadczenie, że te „gorsze” emocje powinniśmy chować pod dywan, zagryzać zęby i ich nie okazywać albo się z nimi pogodzić i żyć (brzydko mówiąc) ch*jowo, ale stabilnie. Na szkoleniu z Internat Family System dowiedziałam się jak ważne jest to, aby docenić każdą emocję w naszej głowie i jak ważne jest to, aby pogodzić wszystkie swoje myśli i dać im dojść do głosu. Te emocje, które się u nas pojawiają świadczą o tym, że coś się wokół nas zmienia, że coś zmieniło się na lepsze lub na gorsze. Że coś nam pasuje, a coś innego nie. To sygnał z naszego ciała, że powinniśmy działać. Sztuką jest nauczyć się odbierać ten sygnał prawidłowo i reagować w adekwatny sposób.

Jedno jest pewne, nie jesteśmy w stanie kontrolować tego jaki jest świat i jacy są ludzie wokół nas. Możemy jednak modyfikować to, jak się z nimi komunikujemy i gdzie stawiamy granicę. Podam przykład: pracujesz w środowisku, które jest bardzo nieprzychylne, bardzo negatywnie oddziałuje na poczucie Twojej wartości. Mówisz ludziom ze swojego działu jak się czujesz, a nie jacy są. A jeśli to nie pomaga to musisz poszukać innego miejsca do zarabiania pieniędzy. Kiedy coś Cię gniecie w związku nie zagrywasz zębów i nie mówisz „domyśl się”, tylko mówisz o tym co czujesz. Mówisz, że Ci przykro, że się boisz, że masz niezaspokojone potrzeby, a nie „bo Ty zawsze”, „bo Ty nigdy”, „to Twoja wina”. Nauka zauważania, rozumienia i komunikowania swoich emocji jest naprawdę ważna i naprawdę pomaga w codziennym życiu i budowaniu takiego stylu życia, który będzie dla nas komfortowy. Powinni nas tego uczyć w szkoleniu ustawicznym. Nie uczą. A szkoda.

Zmień nastawienie i uwierz w sprawczość

Jeśli już mówimy o emocjach, warto zaznaczyć, że emocje w dużej mierze zależą od naszego nastawienia. Wszędzie da się znaleźć jakieś plusy, wartość i lekcję. Nawet z porażki i straty. Często to co nas boli w danym momencie, po jakimś czasie sprawia, że stajemy się silniejszymi, mądrzejszymi i bardziej świadomymi ludźmi. Wiem, że wiele osób tego nie zrozumie, ale ja doceniam to, że życie nie jest wieczne. Doceniam to, że mamy ograniczony czas i życie nijako zmusza nas do tego, aby je przeżyć intensywnie. Za każdym razem kiedy uczestniczę w pogrzebie przypominam sobie jacy jesteśmy ulotni. Jakie życie jest kruche. Momenty straty nie wprawiają mnie w stan beznadziei. Momenty straty sprawiają, że przypominam sobie jak ważne jest docenianie ludzi, którzy wciąż są obok nas. Jak ważne jest szanowanie swojego zdrowia i bezpieczeństwa. Jak ważne jest upychanie większej ilości życia w życiu.

https://www.instagram.com/p/B4ek8Ddlgvj/

Może to taki frazes i czasami trudno przechodzi przez gardło, ale ja naprawdę wierzę, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Czy ja żałuję, że pracowałam w miejscu, w którym była obrzydliwa atmosfera. Trochę tak, ale wiem też że nabrałam tak pokory. Czy ja żałuję, że byłam w toksycznym związku? Trochę żałuję, że tak długo, ale dzięki temu doceniam to jaki związek mam dzisiaj. Czy ja żałuję, że rzuciłam studia tuż przed obroną magistra? Trochę żałuję, ale gdyby nie to to nie miałabym w CV i doświadczeniu zawodowym tego co mam teraz i nie zrobiłabym tego co planuję na 2020 rok. Wszystko jest po coś i nic się nie dzieje bez przyczyny.

Jeśli naprawdę chcemy o siebie zadbać, powinniśmy przede wszystkim zrozumieć jedno – pomocna dłoń jest na końcu Twojego ramienia. I to nie chodzi o to, aby stać się teraz Zosią Samosią, samotnikiem, kobietą całkowicie niezależną, która sama wnosi pralkę na 5 piętro. Nie. Chodzi tylko o to, żeby w końcu wskrzesić w sobie silne poczucie sprawczości. Co mam na myśli? Przede wszystkim to, że jeśli nam na czymś bardzo zależy, to to jest nasz zasrany obowiązek, aby sobie to zapewnić. Nie wierzę w mannę z nieba, szczęście, loterie losowe i bogatego męża. Wierzę w ciężką pracę i konsekwencję. Wierzę w to, że jak komuś coś dam, to to kiedyś wróci w inny sposób. Wierzę, że moje błędy to lekcje i wierzę, że każda osoba w moim życiu była po coś.

https://www.instagram.com/p/B2DuStoIcpy/

U mnie poczucie sprawczości zawsze było na wysokim poziomie, powiedziałabym nawet, że na zbyt wysokim, bo często myślałam, że jestem winna czemuś, co było ode mnie całkowicie niezależne. Nie mniej jednak wyjście z przeświadczenia, że to czego pragniemy się kiedyś samo wydarzy jest zawsze kluczowym momentem w dbaniu o swoje szczęście i poczucie spełnienia. Przestań zatem mówić, że coś ci się udało, przytrafiło, przydarzyło. Doceń swoje starania i swój udział. Poklep się po plecach za zaangażowanie i trud. Przestań wierzyć w przypadki, los, farta i złą / dobrą passę. Przeanalizuj dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Spróbuj znaleźć wspólne mianowniki, a potem zamień marzenia na plany i cele.

Myślisz, że propozycja napisania książki sama do mnie przyszła? Absolutnie nie. To była aktywna sprzedaż pomysłu z mojej strony. Myślisz, że Piotrek spadł mi z nieba? Nie, zainstalowałam Tindera, chodziłam na denne randki i po wielu straconych godzinach go w końcu znalazłam. Myślisz, że pieniądze na moje podróże wygrałam w totolotka albo dostałam od rodziców. Nie, ciężko na nie pracowałam, dbałam o jakość moich usług i nie wydawałam ich na to, czego nie potrzebuję. Zrezygnowałam z posiadania samochodu, drogiej torebki, modnego ubierania, wielu imprez, fryzjera co miesiąc i jeszcze kilku rzeczy. Nie mam ani jednej złotej rzeczy. Jeździmy obecnie Fiatem Punto. Myślisz, że mam czas dla siebie, bo mam farta i mi się udało? Pomyśl, że to jak teraz pracuję wynika z tego, że 8 lat temu założyłam bloga i pisałam go całkowicie za darmo przez około 4 lata budując powoli swoją społeczność i wizerunek. Dopiero później powstała moja firma, która na początku wcale nie dawała mi kokosów tylko straty. Myślisz, że dostałam takie myślenie o życiu, relacjach, pieniądzach i emocjach w genach? Absolutnie nie. To są litry łez, setki małych porażek, szkoła życia, godziny na kozetce u psychologa, dziesiątki przeczytanych książek, tysiące rozmów z mądrzejszymi ode mnie ludźmi. Moje najlepsze przyjaciółki wiedzą najlepiej ile mnie to wszystko kosztowało…

https://www.instagram.com/p/ByUlh_cIigO/

To jest po prostu praca i zaangażowanie. To nauka rezygnowania z tego, co dla mnie nieważne na rzecz tego, co mnie napędza, uszczęśliwia i sprawia, że czuję się dobrym oraz potrzebnym człowiekiem. Dla Ciebie to może być posiadanie dużej rodziny, zrobienie doktoratu, zostanie naukowcem, wolontariat w Afryce, budowanie domu, firmy, która da pracę innym ludziom. To może być cokolwiek, ale musisz to czuć całą sobą. Musisz tego naprawdę chcieć i zbudować wokół siebie środowisko, które nie podcina Ci skrzydeł, chociaż trochę podziela Twoje poglądy i dodaje Ci wiatru w żagle.

Widziałam w swoim życiu wiele relacji, które polegały na tym, że ktoś się poświęcał, albo próbował zmienić swoją drugą połowę na kształt swojego ideału. Ba, ja nawet w takich relacjach brałam udział. Tylko, że to mnie gniotło. Gniótł mnie facet, który przez pół roku nie przedstawił mnie swojej rodzinie i przyjaciołom. Gniótł mnie facet, który mówił, że dietetyka nie ma przyszłości i który chciał mnie zmienić niemal w każdym aspekcie. Gniótł mnie facet, który się nie rozwijał, narzekał i stał w miejscu, kiedy ja chciałam odkrywać świat i poszerzać swoje kwalifikacje. Gniotła mnie przyjaciółka, która przywłaszczyła sobie moje pieniądze i przestała odbierać telefony. Gniotły mnie znajome, które liczyły na bogatego męża i ich jedynym marzeniem był piękny ślub. Gniotło mnie mieszkanie w zapyziałej popegeerowskiej wsi bez perspektyw. Gniotło mnie udawanie, że chce żyć tak jak większość.

View this post on Instagram

Coś mi się dzisiej przypomniało. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i były organizowane szkolene wycieczki, mama zawsze mi mówiła "jedź kochanie, bo później, po szkole przyjdzie praca i nie będziesz miała okazji". Miałam wtedy takie wrażenie, że dorosłość to koniec spontaniczności, proza życia codziennego i rutyna. Bałam się tego. Bałam się, że będzie mi nudno, że będę zmęczona, że moje życie zamknie się w jakiś ramach. Myślę, że właśnie wtedy, kiedy wycieczki klasowe były super odskocznią od życia na wsi, postanowiłam, że ja się nie zgadzam na taką dorosłość. Że mam w sobie za duży potencjał, aby się zgadzać na jakieś dziwne warunki i zasady związane z byciem dojrzałym człowiekiem. Krok po kroku dążyłam do tego, aby mieć trochę szerszy horyzont i mniej ograniczeń. Dzisiaj wiem, że można zjeść ciastko i mieć ciastko i że nie warto zgadzać się na schematy, które ktoś z jakiegoś powodu chce nam narzucić. Lubię moje wewnętrzne dziecko i spontaniczność jaką we mnie pielęgnuje, lubię miec taki kalendarz pracy, że nie wiem co będzie za 3 miesiące, lubię to, że mogę wziąć laptopa i pracować dla Was z pięknej plaży na drugim końcu świata. Jestem duża i wciąż odkrywam świat. Grunt to się nie zasiedzieć… Bo można mieć firmę, dom, faceta, psa, poważnych klientów i twarde negocjacje, a jednocześnie tańczyć na pustyni w lnianych portkach jakby jutra miało nie być #podróże #timnapark #wewnętrznedziecko #nevergrowup #wolność #pozaschematem #kobietaniezależna #bussineswoman

A post shared by Viola Urban – okiem dietetyka (@viola_okiem_dietetyka) on

Dużo spraw mnie w życiu gniotło. I dałam sobie odczuć dyskomfort posiadania tego wszystkiego, aby samodzielnie i z wielkim trudem się tego pozbyć lub to zmienić. Bo dbanie o siebie to nie tylko piłowanie paznokci i nakładanie maski nawilżającej. Dbanie o sienie to nie weekend w spa i wakacje na Bali. Dbanie o siebie to ciężka praca, która sprawia, że Twoje nawyki i środowisko wspiera Twoje samopoczucie i pozwala Ci żyć dokładnie tak jak tego potrzebujesz. Dbanie o siebie to tworzenie codzienności, która przybliża Cię do Twoich marzeń. Nie ma zmian bez zmian. Po prostu przestań myśleć, że zmiany następują kiedy śpisz, a marzenia pewnego dnia się spełnią i weź się do roboty. Ale najpierw…

Mniej znaczy więcej

… naucz się rezygnować. Zrezygnuj z tego co Cię gniecie. Zrezygnuj z toksycznych relacji, którym poświęcasz cenny czas. Zrezygnuj z robienia rzeczy, których nie lubisz. Zrezygnuj z tracenia czasu na głupoty. Zrezygnuj z wydawania hajsu, aby udowodnić komuś, że coś znaczysz. Po prostu zrób sobie miejsce na to, czego Ty tak naprawdę chcesz. Doba ma 24 godziny (ale możesz nauczyć się lepszego zarządzania sobą w czasie). Twoja pensja jest jaka jest (choć w perspektywie czasu może być większa). Twój temperament się nie zmieni (ale Twoje nastawienie i inteligencja emocjonalna mogą). Masz pewne zasoby i wykorzystaj je najlepiej jak możesz.

Tak, wiem, teraz pora na narzekanie, że inni mają lepiej. Co ja wiem o życiu będąc bezdzietną blogerką. No właśnie. Chciałam tylko powiedzieć, że bezdzietność to też wybór, który podjęłam świadomie tak samo jak osoby z dzieckiem (przynajmniej w teorii) podjęły decydując się na powiększenie rodziny. Większość tego, co masz jest dziełem Twoich wyborów. Twojego zaangażowania. Dokonywanych prób. Podejmowanych decyzji. I ja nie będę Wam mówić teraz co jest ważne, a co nie. Każdy ma swój własny system wartości i swoje osobiste priorytety. Kluczem jest tylko to, aby zrozumieć, że zazwyczaj NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO, ale prawie zawsze MOŻNA MIEĆ TO CZEGO SIĘ CHCE (o ile cele jakie przed sobą stawiasz są realne).

Wiecie co mnie najbardziej denerwuje? Jak ktoś kto jeździ autem za 40 tysięcy i chodzi w bluzach za 500 zł marudzi, że nie stać go na zdrowe odżywienie. Jak ktoś kto co 2 tygodnie robi sobie rzęsy za 150 zł, paznokcie za 100 zł, a w łazience ma 10 różnych balsamów do ciała i 15 flakonów perfum, a potem narzeka, że nie ma kasy na wakacje. Jak ktoś pracuje na 1,5 etatu, a potem płacze, że mu się związek sypie. Jak ktoś kto świadomie decyduje się na trzecie dziecko i drugiego psa jojczy na swój los i brak czasu. No kurde, ludzie. To są wybory i ich konsekwencje. Pora wybrać i zadbać o to, co jest naprawdę ważne i przestać narzekać, że czegoś innego Ci brak. Ja mam podróże, ale nie mam zbyt dużo oszczędności. Mam swoją firmę, ale nie mam płatnego urlopu. Mam czas, spokój i swobodę, ale nie mam dużej rodziny. Nie mam szefa, ale nie mam też nikogo na kogo mogę ponarzekać w pracy. Mam psa, ale nie mam spokojnego sylwestra tylko szczekanie do 3 w nocy. Coś za coś. To moje wybory i nikogo za nie nie winię. Życie jest jedno i…

Czego ludzie żałują przed śmiercią

… i warto wiedzieć czego ludzie najczęściej żałują przed śmiercią. Według Bronnie Ware, autorki bestsellerowej książki najczęściej ludzie żałują:

  • że nie mieli odwagi, żeby żyć własnym życiem, lecz żyli tak jak oczekiwali od nich inni
  • że pracowali tak dużo i tak ciężko
  • że nie mieli odwagi, aby wyrażać swoje uczucia
  • że nie poświęcali wystarczająco dużo czasu swoim przyjaciołom
  • że nie pozwolili sobie na bycie szczęśliwym

Weź za siebie odpowiedzialność i zdecyduj za siebie. Nie pozwól innym zawładnąć Twoim czasem. Przestań myśleć, że myślenie o sobie to coś złego. To coś absolutnie fantastycznego. To pomaga zachować balans, poprawić pewność siebie, relację z bliskimi osobami i samopoczucie. Jesteś tego warta i nie potrzebujesz do tego kosmetyków L’oreala. Chyba, że ich potrzebujesz :D

https://www.instagram.com/p/B2RIa1xIUOS/

Zacznij tu gdzie jesteś. Wykorzystaj to co masz. Zrób to co możesz. Po prostu idź w dobrym kierunku i rób swoje. Czas i tak upłynie, a Twoje codzienne małe wybory mogą Cię przybliżać lub oddalać od marzeń. Nie myśl tyle o tym co wielkie, tylko zastanów się nad tym co małe, bo to z sekund powstają minuty, godziny, dni, miesiące, lata i dekady. Ale się zrobiło pompatycznie…

Szczęśliwego Nowego Roku zgodnego z waszymi wartościami :*

Viola Urban

Oceniam swoim Okiem Dietetyka już od 8 lat. Z zawodu jestem dietetykiem, z zamiłowania poszukiwaczką doskonałego smaku, a z doświadczenia copywriterem i fotografem kulinarnym. Napisałam dwie książki kulinarne: "Poranne Inspiracje" oraz "Dieta na Wynos". Lubię inspirować do lepszego jedzenia i aktywności fizycznej. W wolnych chwilach czytam, ćwiczę jogę i szukam dobrego jedzenia na mieście razem z przyjaciółmi. "Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu"

O MNIE

Cześć! Jestem Viola i od ponad 7 lat, razem ze wspierającymi blog ekspertami, dzielę się wiedzą, opinią i inspiracjami kulinarnymi. Czytając nasze wpisy poznasz podstawowe i zaawansowane informacje z zakresu zdrowego odżywiania. Znajdziesz tutaj teksty merytoryczne, przepisy kulinarne, recenzje produktów, restauracji i książek, a także trochę motywacji i prawdziwych historii. Rozgość się - ten blog powstał dla Ciebie!

Newsletter Okiem Dietetyka

.

SOCIAL MEDIA

DIETA POD OKIEM DIETETYKA

KATEGORIE BLOGA

KUP MOJĄ NAJNOWSZĄ KSIĄŻKĘ

×