O MNIE

Cześć! Jestem Viola i od ponad 3 lat, razem ze wspierającymi blog ekspertami, dzielę się wiedzą, opinią i inspiracjami kulinarnymi. Czytając nasze wpisy poznasz podstawowe i zaawansowane informacje z zakresu zdrowego odżywiania. Znajdziesz tutaj teksty merytoryczne, przepisy kulinarne, recenzje produktów, restauracji i książek, a także trochę motywacji i prawdziwych historii. Rozgość się - ten blog powstał dla Ciebie!

SOCIAL media

Instagram Feed

DIETA POD OKIEM DIETETYKA

DIETA POD OKIEM DIETETYKA

REKLAMY PARTNERÓW BLOGA

EKSPERCKI BLOG DLA WYJĄTKOWO DOCIEKLIWYCH
Nie na temat #1

Nie na temat #1

Jakiś czas temu uświadomiłam sobie pewną sprawę. Zauważyłam, że pisanie tylko i wyłącznie o diecie oraz gotowaniu przestało mnie satysfakcjonować. Z aspiracjami na dziennikarza się nie dyskutuje, a zatem postanowiłam uruchomić cykl cotygodniowych luźnych wpisów o tym co mnie ostatnio zainteresowało. Myślę, że ten cykl będzie ewoluować razem ze mną i płynnie zmieniać formułę zgodnie z tym co we mnie gra. Ten cykl jest nie tylko dla Was. Jest przede wszystkim dla mnie. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten zdrowy egoizm, a przy okazji wyciągniecie z tych tekstów coś dla siebie.


Ten na pozór niepasujący do tematyki bloga cykl zacznę od rekomendacji seriali. W końcu Okiem dietetyka patrzę nie tylko na jedzenie i wywiady żywieniowe. Okiem dietetyka patrzę na świat. Patrze jako kobieta. Jako Polka. Córka. Partnerka. Przyjaciółka. Nie jestem tylko swoim zawodem i chciałabym się z Wami podzielić nie tylko tym, co dotyczy mojego wykształcenia. Chociaż staram się nie oglądać tasiemców i bardzo długo wzbraniałam się przed rozpoczęciem przygody z tym gatunkiem filmowym, to jakiś czas temu odkryłam swoją małą niszę – antyutopijne wizje przyszłości. Wbrew powszechnie wałkowanej do istnego porzygu psychologii pozytywnej – ja lubię dramaty.

Pierwszy (tuż po Sherlocku) serial, który totalnie mnie pochłonął to Westworld. Obraz opowiadają o alternatywnym świecie pełnym robotów łudząco podobnych do ludzi. Prawdziwa gratka dla fanów psychologii i tych, którzy lubią rozważać co by było gdyby i zastanawiać się jak daleko może zajść cywilizacja, gdzie zaczyna, a gdzie kończy się człowieczeństwo. Oglądałam z zapartym tchem i przeżywałam każdy odcinek. Mało kobiecy. Stylizowany na futurystyczny western. W świetle teorii nic, co mogłoby mnie zachwycić. W praktyce serial grał na mnie jak na organkach uderzając we wszystkie struny. Dopóki nie obejrzycie, ciężko Wam będzie zrozumieć jak serial na pograniczu westernu i Sci-fi może tak genialnie obnażać meandry (nie)ludzkiej natury.

Kiedy pierwsze sezon Westworld się zakończył zaczęłam szukać czegoś co wypełni lukę. Zrobiłam naprawdę solidny research tego co powstało w ciągu ostatnich lat. Znajomi znając moje niecodzienne gusta filmowe, które sa skrajnie oderwane od mojego stylu życia polecili mi kolejny hit! Czarne lustro to serial stosunkowo starty. Podczas gdy wszyscy z podnieceniem oglądają House Of Cards, ja odświeżam coś co bezpośrednio dotyczy branży, w której siedzę uwięziona po kokardę. Internet. Media. Technologie. Każdy siedzi.

Pokazane w groteskowym, skrajnie przerysowanym świetle problemy, jakie dotykają nas już dzisiaj. To tutaj zobaczymy, że nasz kierunek nie zawsze jest dobry, a to że media społecznościowe są nam teraz tak bliskie, może nam zrobić niezłe kuku. Barbara Stawarz to jedna z naprawdę niewielu kobiet, które na każdej płaszczyźnie życia mnie inspirują. To właśnie u Basi na Facebooku (TUTAJ) znalazłam kilka cennych zdań, które sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać jeszcze bardziej czy na pewno to co robię jest dobre i czy godząc się na obecny stan rzeczy nie będę żałować w jakim świecie będą żyć nasze dzieci.

Każdy odcinek tego serialu to niezależna historia oparta o jeden zasadniczy problem społeczny jaki wywołuje technologia. W godzinnej ramie każdego z nich reżyser zawarł między innymi wpływ mediów społecznościowych na decyzje polityczne, wymykające się spod kontroli pszczoły-drony, próby sztucznego wygenerowania osobowości osoby zmarłej na podstawie jej rozmów z Facebooka, wpływ mainstreamu na nasze postępowanie i problem, który najbardziej mną wstrząsnął – wszędobylskie ocenianie.

Pamiętacie jak było 15 lat temu? Kiedy coś nam się nie podobało to mogliśmy o tym powiedzieć przyjaciółce na kawie. Kiedy nie smakowało nam w restauracji prosiliśmy kierownika. Ewentualnie wpisywaliśmy się do listy skarg i uwag. Dzisiaj możemy oceniać wszystko. Filmy, muzykę, restauracje, zdjęcia, ludzi. Wszystko i wszystkich. Jak leci. Bez konsekwencji. Jednym komentarzem zadać komuś medialny policzek. Dać komuś gwiazdkę albo pięć. Mieć przez chwilę władzę. Wziąć udział w tej statystyce. Jeśli wciąż Wam się wydaje, że to normalne to nie musicie oglądać całego serialu. Włączcie odcinek Nosedive. Tutaj wszystko ma swoją ocenę. Każda osoba, każdy gest, kawa. Ludzie dzielą się na lepszych i gorszych. Sztuczny uśmiech? Minus! Miły sprzedawca? Plus! Gafa w pracy? Zbiorowe linczowanie negatywnymi opiniami. Tutaj nikt nie wyraża ich werbalnie. Tutaj wszystkie emocje wyrażane są telefonem, a ranking popularności dzieli ludzi na klasy społeczne.

Czy już dzisiaj nie żyjemy w świecie, w którym posiadanie znanych znajomych daje więcej punktów prestiżu niż posiadanie tych, którzy nie mają tyle „fejmu” w mediach? Może nie wszystkich to dotyczy, ale w branży twórców internetowych kółko wzajemnej adoracji jest czymś codziennym. Codziennym nie oznacza normalnym. Czymś na co się człowiek uczula, kiedy nagle zauważa, że nie każda taka relacja jest prawdziwa i że to Twoje zasięgi są kartą przetargową do wspólnego zdjęcia, a nie to kim jesteś.

Nie chcę Wam tutaj serwować spojlerów, bo przecież nie o to chodzi. Tygodnik będzie tylko zajawiać tematy, pozostawiać otwarte zdania, zmuszać do myślenia i do dyskusji.

Po ostatnim odcinku Black Mirror długo nie oglądałam niczego. Dopiero niedawno zaintrygowały mnie pojawiające się co chwilę recenzję serialu zrealizowanego na podstawie powieści Margaret Atwood. Opowieści Podręcznej to tytuł książki, której pierwsze wydanie świat ujrzał ponad 30 lat temu. Słynna Kanadyjska pisarka już w 1985 roku snuła wizje apokaliptycznej przyszłości, w której kobieta nie znaczy nic. Nie ma prawa czytać, pisać, mieć własnego zdania, decydować o swoim położeniu, o swoich dzieciach, nie może nic. Brzmi jakby nie mogło być prawdą. Jakby nasza wypracowana emancypacja była czymś, co jest wieczne i czego nie da się złamać.

Opowieści podręcznej to kolejna antyutopia, która w poszczególnych scenach serialu tnie serca na kawałki absurdem, agresją i bezwzględnością otuloną w sekciarskie założenia zmodyfikowanej religii.  Główna bohaterka sukcesywnie odsłania karty historii. To nie jest opowieść liniowa, tylko szarpana zbieranina wspomnień z normalnego życia przeplatana beznadzieją i wielopoziomowym bólem życia w czerwonej szacie Podręcznej. Najważniejszym przesłaniem filmu nie jest przerysowany do granic możliwości obraz kobiet rażonych prądem. Przesłaniem tego filmu jest pokazanie drogi jaką przeszły kobiety od normalności do piekła. Wszystko przez jedno zdanie: „Lepiej nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich – zawsze dla niektórych jest gorzej.”. W Opowieściach Podręcznej kobieta płodna jest wspólnym dobrem. Żywym inkubatorem, który ma wydawać na świat dzieci najważniejszych urzędników. Nie ma wyboru. Nie jest już swoim ciałem, sterem, wiatrem i żeglarzem swojego życia. Jest komórką, która ma wypełniać określone funkcje organizmu, który wbrew logice nazywamy tu społeczeństwem.

Niezależnie czy wybierzesz serial, film pełnometrażowy czy książkę – poznaj tę historię. Poznaj, aby tupnąć nogą, kiedy będą zachodzić małe zmiany w złym kierunku. „Zmiany nie zachodzą nagle i przez dłuższy czas przyglądaliśmy się biernie temu co nadchodzi” – mniej więcej to powiedziała nam główna bohaterka, która kiedyś była szczęśliwą, wyzwoloną realizującą się zawodowo kobietą, matką, partnerką, a teraz dysponuje tylko obowiązkiem rodzenia zdrowych dzieci i kompletem krwistoczerwonych sukni.

Przerażająco aktualna opowieść, którą w ostatnich tygodniach polecam wszystkim. Wszystkim o mocnych nerwach. Zwłaszcza kobietom. Zwłaszcza mężczyznom. I którą rzucam kamieniem w tych, którym się wydaje, że można dyrygować cudzą płodnością w myśl dobra ogółu.


Dlaczego wg o tym mówię? Bo dzisiaj każde z Nas korzysta z technologii, bo przyszłość jest bliżej niż nam się niekiedy wydaje. Korzystając z technologii oraz mediów musimy uważać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Bo życie to nie tylko przekoloryzowana rzeczywistość rodem z Pinteresta i Instagramu. Nie chcę Wam pokazywać tylko tego co kipi z mojej rozbujanej estetyki kiedy gotuję i nie chcę Wam serwować tylko faktów. Chcę się z Wam dzielić tym, co mi w duszy gra. Jeśli Ci do odpowiada daj znać, a jeśli nie to następnym razem, kiedy zobaczysz nagłówek „Nie na temat” – nie klikaj.

Viola Urban

Ocenia Okiem Dietetyka od 3 lat. Z zawodu dietetyk, z zamiłowania poszukiwacz kulinarnych rewolucji, z doświadczenia copywriter i social media ninja. Lubi inspirować do lepszego jedzenia i aktywności fizycznej. W wolnych chwilach biega i szuka dobrego jedzenia na mieście razem z przyjaciółmi. "Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu"

O MNIE

Cześć! Jestem Viola i od ponad 3 lat, razem ze wspierającymi blog ekspertami, dzielę się wiedzą, opinią i inspiracjami kulinarnymi. Czytając nasze wpisy poznasz podstawowe i zaawansowane informacje z zakresu zdrowego odżywiania. Znajdziesz tutaj teksty merytoryczne, przepisy kulinarne, recenzje produktów, restauracji i książek, a także trochę motywacji i prawdziwych historii. Rozgość się - ten blog powstał dla Ciebie!

social media

Instagram

ZAPRASZAMY

kategorie bloga

DIETA POD OKIEM DIETETYKA

×